zbliżającą się jesień rozpoznaję po kubku herbaty w dłoni (zamiast coli), chęci na książki, i spokojnej sączącej się muzyce w otoczeniu najbliższym. Siadam, a nawet zasiadam w zielonym fotelu i zapadam… Ciało pachnie jeszcze słońcem, lasem, zielenią. Ale z szafy wybieram brązy, fiolety, czernie. Włosy na kasztan. Na oczach beże i złota. W środku nostalgia, poczucie przemijania, dojrzewania, wydawania owoców. I podsumowywanie siebie.
Nic tak nie uspokaja jak świadomość tego że jestem, gdzie jestem. Najczęściej jesienią dbam o świadomość. Lato to pęd, dzianie się, szukanie wrażeń. Teraz koncentruje się. Szykuję się na jesienne rozwijanie z warsztatownią i Ludźmi, którzy nie przez przypadek spotkają się z nami. Lubię ten czas. Za Levinasem pisząc – każde spotkanie z innymi wzbogaca nas, buduje naszą świadomość, a więc też i tworzy nas i naszą historię. Cudnie.